Witam :) . Imagin autorstwa mojej kochanej przyjaciółki, Martynki <3 . Pozdrawiam :) .
Dobrze wiedziałaś, że to nie ma sensu. Statek pójdzie na dno wcześniej czy później...Ale wciąż nie opuszczała cię nadzieja, ze dasz radę znaczy..Dacie radę. Ty i Harry. Jego spocone loki opadały mu kaskadą na czoło ale mimo to widziałaś jego wzrok skierowany w swoje oczy. - Harry. - przerwałaś pełną napięcia ciszę- Kocham cię.- On chwycił twoją dłoń i pocałował ją. - Też cię kocham. I pamiętaj chociaż nie wiem co by się stało nie puszczaj mnie rozumiesz [T.I] Nie puszczaj!!! - krzyknął ostatkami sił twój ukochany. Wisieliście bowiem za burtą kiedy statek utrzymywał się w pionie na wodzie.
Ale to były tylko minuty. Z sekundy na sekundę statek topił się coraz głębiej i głębiej zabierając przy tym tysiące dusz osób którym nie udało się wsiąść do szalupy. Zetknęliście razem czoła, a Harry położył się na twoich plecach aby cię chociaż trochę ogrzać. Całował twoją szyję swoim lodowatym oddechem a ty rozglądałaś się naokoło. Po wszystkich stronach było pełno modlących się ludzi...krzyczących i błagających o przedłużenie życia.
- Na mój znak bierzesz głęboki oddech i natychmiast płyniesz ku górze rozumiesz.?? - krzyknął Hazza coraz mocniej ściskając moją dłoń.
- Tak Harry. - odpowiedziałaś.
- TERAZ [T.I.] TERAZ!!- usłyszałaś krzyk chłopaka. Szybko wciągnęłaś powietrze do ust i poczułaś jak zatapiasz się w zimnej jak lód wodzie. Ciągle trzymając dłoń Harry'ego zaciśniętą na swojej pociągnęłaś się na górę. Wasze dwa ciała chwilę walczyły z siłą natury która po niedługim czasie ustąpiła. Wypłynęliście na powieszchnie i przytuliliście do siebie.
- to już koniec Harry. Zginiemy. - oznajmiłaś przyciskając do siebie chłopaka.
- NIE [T.I.] PRZEŻYJEMY ROZUMIESZ? DAMY RADĘ TY MASZ DAĆ RADĘ.!!! - wrzeszczał Hazza. Pocałowałaś go jakby to miał być ostatni raz. Mocno i z uczuciem.Ludzie pływający naokoło zdawali się nie zwracać na was uwagi. Istnieliście tylko wy. Wasze języki...serca...i usta. Harry pociągnął cię ku drewnianym drzwiom i pomógł ci na nich się położyć.
- [T.I.] obiecaj mi coś. musisz mi coś obiecać. - powiedział twój ukochany
- tak Harry. obiecuje. - powiedziałaś.
- przeżyjesz. będziesz żyła dłuuugo. Będziesz mieć furę dzieci i wnuków. Umrzesz dopiero jako staruszka a nie tutaj. słyszysz mnie? [T.I.] - rzekł Loczek. Tak go kochałaś. On nie mógł cię zostawić.
- obiecuje. - wyszeptałaś ostatkiem sił po czym...głęboko zasnęłaś.
Usłyszałaś jakby stłumiony chłodny głos i ujrzałaś świecenie latarki. Czyli ktoś jeszcze przeżył oprócz was..ciebie i Harry'ego. Leżałaś na plecach więc przewróciłaś się na brzuch i spojrzałaś na twarz ukochanego. Miał zamknięte oczy i wręcz białą cerę. - Harry...-szepnęłaś- Harry przypłynęli do nas słyszysz? Harry...- prosiłaś coraz zachłanniej ale on nie poruszył się..nie zaregował. pocałowałaś jego lodowatą dłoń i szepnęłaś. - nigdy się nie poddam....przeżyje Harry. - wyrwałaś ręcę z uścisku martwych dłoni chłopaka i pozwoliłaś mu popłynąć na dno..serce rozbiło ci się właśnie na miliony kawałków. Patrzyłaś w ciemną otchłań. Zaczęłaś niemo krzyczeć o pomoc...żeby wracali...aby zabrali też ciebie. Szalupy odpływały coraz dalej...i dalej w ciemny ocean. Wypatrzyłaś gwizdek w ustach oficera który. Podpłynęłaś do niego i przytknęłaś go do swoich warg. Ostatkiem sił zagwizdałaś.
Obudziłaś się otulona kocem w jednej z szalup,która podpływała właśnie do jakiegoś statku. Wysadzili was i kazali rozgościć się na pokładzie. Najbardziej bałaś się spotkać swojego byłego...narzeczonego Maxa George'a. Ukryłaś się pod kocem i siedziałaś patrząc w otchłąń atlantyku która parę godzin temu zabrała ci ukochanego. Splunęłaś do niej i zamknęłaś oczy. Nagle usłyszałaś głos swojego....już nie swojego...po prostu Maxa. Pytał każdego po kolei i pyta o ciebie. O rudowłosą dziewczynę. Wszyscy przeczyli. W końcu podszedł do ciebie.
- Czy widziała pani rudowłosą młodą dziewczynę gdzies tutaj? - zapytał- ty naśladując głos staruszki zaprzeczyłaś. On westchnął i odszedł. Odetchnęłaś z ulgą i pogrążyłaś się w marzeniach jakby wyglądąło wasze życie. twoje i Harry'ego. Podeszła do ciebie pewna pani i zapytała o dane. Ty po chwili namysłu odpowiedziała - Styles - powiedziałaś patrząc przed siebie.- [t.i.] Styles. Kobieta przytaknęła i odeszła a ty ponownie zasnęłaś. Teraz wiedziałas co jest twoim celem. Twoja obietnica...przeżycie już jest. Założenie rodziny i śmierć jako staruszka w ciepłym łóżeczku to jeszcze dwa punkty dow ykonania. Przenigdy nie złamiesz obietnicy. NEVER przyrzekłas sobie. I tak się stało.
Krótka wizja. Leżysz w łóżku otoczona swoją rodziną. Córkami,synami, wnukami i wnuczkami. Wszyscy do ciebie machali, a łzy leciały ciurkiem po ich policzkach. Zerknęłaś jeszcze na zdjęcia leżące obok ciebie. Widziałaś na nim swojego męża Louisa. Czyste małżeństwo. Chodziło tylko o dzieci o założenie rodziny. Najlepszy przyjaciel Hazzy. Umarł parę lat temu na raka. Cieżko westchnęłas i już wiedziałaś że to koniec. Za chwilę dołączysz do Harry'ego i Louisa....i wszystkich znajomych...zamknełaś oczy i już się nie obudziłaś.
Piękne... :( (smutna buźka, bo wzruszające)
OdpowiedzUsuń